Plaga, inwazja, rzeź niewiniątek. Problem dzików w miastach staje się coraz większy. Mieszkańcy, którzy jeszcze niedawno siedząc w kapciach przed telewizorem rzucali wyzwiskami w stronę myśliwych mordujących niewinne dziki dla zabawy, po ostatnich podróżach do swoich podblokowych śmietników i biegu sprintem na trasie kubeł – drzwi bloku, zmienili swoje nastawienie do łowiectwa. Wielkich strat na razie nie ma. Parę osób pogubiło laczki, komuś dziki poprzewracały grządki, znowu innych dzik gwizdem wytarmosił, ale zabitych 0. Mieszkańcy jednak nie życzą sobie obecności zwierzyny czarnej w ich okolicy. To co? Odstrzał?

Zarzewie dziczego problemu w miastach

Zacznijmy od tego, co doprowadziło do obecnej sytuacji i obecności dzików w pobliżu naszych domów. Myślę, że podstawowy problem, na który należy zwrócić uwagę to przyrost liczebności dzików. Populacja wciąż rośnie. Pomór świń, który pukał do naszych drzwi od wschodu napędził wszystkim stracha. To naprawdę niebezpieczna choroba świń, szczególnie pod kątem ekonomicznym dla hodowców trzody chlewnej. Pomór mógł „wyczyścić” populację dziczą praktycznie do zera. Na szczęście tak się nie stało, ale problem wysokiej liczebności tego gatunku wciąż istnieje. Plany łowieckie obejmują coraz większy odstrzał dzików, pytanie tylko czy myśliwi „wyrabiają” się z założonym planem. Tu zaczyna się kolejny problem. Średnia wieku myśliwych, która według danych Polskiego Związku Łowieckiego ze „Sprawozdania Naczelnej Rady Łowieckiej z działalności” z 31 marca 2010 roku, kształtuje się następująco:
  • myśliwi poniżej 30 roku życia stanowią 8%,

  • 31-40 lat 15%,

  • 41-50 lat 20%,

  • 51-60 29%,

  • 61-70 18%,

  • myśliwi powyżej 70 roku życia stanowią 10%.

Może spora część myśliwych nie ma już sił na przygody w kniei? Powracając do problemu liczebności dzików – jaki to ma wpływ na występowanie zwierzyny czarnej w pobliżu naszych domostw? Większy popyt na żer wymusza na dzikach poszukiwania jedzenia w miastach. Warunki są naprawdę dogodne, bo w naszych śmietnikach smakołyki podawane są jak na tacy. Łupem padają również ogródki działkowe, przydomowe sady, miejskie zarośla czy nawet elegancko zagospodarowane ronda :). Niektórzy zrobili nawet krok dalej i dokarmiają dziki na własną rękę...

dziki w mieścieźródło: Gazetapowiatowa.pl

Jak zaradzić problemowi dzików w miastach?

Redukcja populacji jest na pewno rozwiązaniem najskuteczniejszym. Nie jest to jednak łatwe zadanie w przypadku terenów miejskich. Regulamin Polowań wyraźnie określa dozwolone odległości od zabudowań mieszkalnych: minimum 100m lub 500m od miejsca zebrań publicznych. Odstrzał dzików na terenach miejskich jest po prostu niebezpieczny. Wiele miast decyduje się jednak na kontrolowany odstrzał. W Katowicach myśliwi będą prowadzić odstrzał pod nadzorem strażnika leśnego na nieużytkach w ciągu dnia. Podobnie już się dzieje w Krakowie czy Poznaniu. Innym rozwiązaniem są również odłowy. Wyłapywanie dzików do klatek i wywóz ma miejsce na terenie Zielonej Góry. Bardziej bezpiecznym rozwiązaniem jest stosowanie odstraszaczy zwierzyny. Stosowanie płynów zniechęcających dziki do żerowania, niweluje niebezpieczeństwo związane z odstrzałem w pobliżu domostw i zatrzymuje dziki na terenach, które są im przeznaczone – w lasach. Środki odstraszające dziki stosowane są chociażby w Świnoujściu, gdzie miasto rozdaje płyny mieszkańcom za darmo.
Kontrola populacji jest niezwykle ważna. Wiele osób dopiero po nieprzyjemnym spotkaniu z czarnym zwierzem zrozumiało potrzebę regulacji dokonywanej przez myśliwych.